Felix The Cat

Dawno temu, we wczesnych latach 90-tych…

Jak dzisiaj pamiętam, gdy z wypiekami na twarzy zasiadałem do „gry telewizyjnej” zwanej Pegasusem, buszując chwilę wcześniej w opasłej skrzyni pełnej różnokolorowych (najczęściej żółtych) kartridży. W skrzyni tej (której może poświęcę trochę więcej miejsca w osobnym wpisie) w zamierzchłych czasach wczesnych lat dziewięćdziesiątych, spoczywały takie hiciory jak Contra, Battle Tanks (nazywane przeze mnie i moich ówczesnych przyjaciół „Czołgami”), Double Dragon i inne. Między tymi tytułami, którym bezapelacyjnej sentymentalnej wartości nic nie odbierze, znalazło się miejsce na nieco mniej znaną platformówkę, w której główne skrzypce grał kot Felix.

Nie jestem, ani nigdy nie byłem wielkim fanem przyjaciela o imieniu Felix (w zasadzie to nigdy wcześniej o nim nie słyszałem i generalnie średnio lubię koty), dlatego też tytuł ten potraktowałem wtedy jedynie w kategoriach kolejnej gry do roztrzaskania. O dziwo, gra ta okazała się bardzo dobra, a jej unikalne na tamte czasy rozwiązania sprawiły, że nie mogłem się od niej oderwać, ale o tym za chwilę.

Nim rozpiszę się na temat samego gameplayu, wróćmy jednak do początków. Jak dowiedziałem się z wikipedii, Kot Felix został stworzony bardzo dawno temu, bo w 1919 roku przez australijskiego reżysera filmowego i rysownika Pata Sullivana (tak btw. to znajome nazwisko prawda? Silent Hill się kłania). Początkowo jego przygody można było śledzić oglądając krótkie paski komiksowe, następnie brał udział w filmach niemych, żeby ostatecznie stanąć w szranki z Myszką Miki w formacie filmu rysunkowego z pełnym udźwiękowieniem. Jak wiemy, w świecie kreskówek pole do popisu dosyć łatwo oddał bohaterom Disneya, jednak gra z jego udziałem, która ukazała się w 1992 roku na Nintendo Entertainment System to zupełnie inna bajka.

Felix the Cat to jedna z tych gier, których nigdy nie miałem okazji przejść będąc dzieckiem, wtedy kiedy po raz pierwszy dane mi było w nią pograć. W chwili obecnej nie pamiętam nawet dlaczego tak się stało. Przypuszczam, że elementy platformowe okazały się zbyt ciężkie dla kilkuletniego dziecka, którym wtedy byłem i mimo szczerych chęci i uporu, przyjacielski czarny kot rozkładał mnie na łopatki za każdym razem, gdy próbowałem go pokonać. Jestem jednak typem człowieka, który ma parcie na skończenie tego, co już kiedyś zaczął, dlatego po kilkunastu latach postanowiłem zmierzyć się z Felixem powtórnie i tym razem wyjść z tego starcia z tarczą, nie na tarczy.

Ten pasek komiksowy został wylicytowany w amerykańskim serwisie aukcyjnym za 2777 dolarów! To oryginał rysowany przez Otto Mesmera, animatora i współtwórcę Felixa.

Romans z Felixem raz jeszcze.

Felix the Cat to stosunkowo rozbudowana produkcja mająca do zaoferowania 9 głównych poziomów (zwanych w grze „rundami”), każdy z nich (z małymi wyjątkami) podzielony jest na trzy pod-levele.

Rozkład poziomów w grze prezentuje się następująco (w nawiasie charakter rozgrywki poziomu):

  1. Round 1-1 (ląd)
  2. Round 1-2 (ląd)
  3. Round 1-3 (ląd, boss)
  4. Round 2-1 (powietrze)
  5. Round 2-2 (ląd)
  6. Round 2-3 (ląd, boss)
  7. Round 3-1 (ląd)
  8. Round 3-2 (powietrze)
  9. Round 3-3 (powietrze, boss)
  10. Round 4-1 (ląd)
  11. Round 4-2 (woda)
  12. Round 4-3 (pod wodą, boss)
  13. Round 5-1 (ląd)
  14. Round 5-2 (powietrze)
  15. Round 5-3 (ląd, boss)
  16. Round 6-1(woda)
  17. Round 6-2 (pod wodą, boss)
  18. Round 7-1 (ląd)
  19. Round 7-2 (ląd, boss)
  20. Round 8-1 (kosmos)
  21. Round 9-1 (ląd)
  22. Round 9-2 (ląd)
  23. Round 9-3 (ląd, final boss)

Gra zaczyna się sceną, w której zły doktorek (Profesor) dzwoni do Felixa chcąc odebrać mu jego torbę (co jest w tej torbie i na czym polega jej wyjątkowość – nie mam pojęcia). W górnej części ekranu widzimy laboratorium Profesora, w którym więzi ukochaną Felixa. Na dole widnieje pokój kota, wyposażony w eleganckie biurko, wygodny fotel i lampę. Na ścianie Felix powiesił zdjęcie Kitty, po czym możemy łatwo wywnioskować, że jest bliska jego sercu. To poważna sprawa o wymiarze osobistym, dlatego Felix postanawia wyruszyć do boju w trybie natychmiastowym. Na jego drodzę stanie wielu przeciwników, a akcja przeplatana będzie starciami ze strasznymi 😉 bossami. Doktorek zmusza kota do przebycia długiej drogi poczynając od sielankowej wyspy z zieloną trawką, kończąc na laboratorium Profesora na innej planecie. Felix podczas swojej podróży zawita do starożytnego Egiptu, będzie wspinał sie po skalistych górach, pływał w okolicy tropikalnej wyspy, stawał w szranki z dinozaurami na wulkanicznej wyspie, będzie także marzł w mroźnej krainie, a jakby tego było mało, przyjdzie nam wyruszyć razem z nim w ciemną otchłań kosmosu.

Rozgrywka to klasyczny platformer polegający na ciągłym parciu w prawą stronę. Kierując poczynaniami Felixa zbieramy

 żetony w postaci głowy kota (uzbieranie 100 to +1up), butelki mleka oraz serduszka – niby nic wymyślnego. Tym, co sprawia jednak, że tytuł jest wyjątkowy są unikalne „moce”. Po zebraniu wyżej wspomnianego serca, nasz bohater ewoluuje w nową formę, która jest zwykle potężniejsza i bardziej skuteczna w walce. Kolejnym atutem takiego stanu rzeczy jest zwiększenie odporności na ataki przeciwników. Jak wiadomo, w oldschoolowych grach wystarczyło choćby dotknięcie adwersarza, aby stracić życie – tak samo jest i tutaj. Bliskie spotkanie z przeciwnikiem kończy się natychmiastową śmiercią. Wystarczy jednak zebrać serce, aby Felix wskoczył do jednego ze swoich pojazdów i zazaczął beztrosko siać zniszczenie. Dodatkowo wyższe formy kota działają jak swoisty bufor – w przypadku narażenia na atak, Felix nie ginie, a wraca do poprzedniej formy, dzięki czemu zamiast witać kolejny raz ostatni checkpoint, gramy dalej.

Żeby nie było zbyt kolorowo, każda z kolejnych form Felixa ma określony czas żywotności, po którym kotek cofa się do formy poprzedniej. W celu utrzymania aktualnej postaci należy zbierać butelki mleka, które odnawiają licznik serduszek widoczny w lewym górnym rogu. Nadaje to rozgrywce pewnej dynamiki i nie pozwala na zbyt długie pałętanie się bez celu. Należy mieć też na uwadzę tykający zegar, który po upływie około 200 – 250 sekund odbierze nam za karę jedno życie.

Sól rozgrywki – przemiany Felixa.

Cały pierwszy poziom to rozgrywka o charakterze lądowym. Do dyspozycji graczy zostały oddane cztery poziomy przemian: rękawica bokserska, magia, klakson samochodu i pocisk czołgu.

Podczas gdy użyteczność rękawicy bokserskiej jest bynajmniej wątpliwa, tak magia, samochód czy czołg w walce spisują się już doskonale.

W drugim levelu Felix dysponuje odmiennymi pojazdami z racji różniącej się charakterystyki poziomu (elementy latania). Tym razem do naszej dyspozycji jest parasolkę z niezawodną rękawicą, balon oraz samolot.

W późniejszych etapach będziemy mieli przyjemność skorzystać z podowdnego batyskafu, żółwia bojowego czy pomocy delfina.

W sumie lista przemian Felixa jest następująca (w kolejności występowania):

  1. Forma lądowa 1 – Felix z walizką
  2. Forma lądowa 2 – Felix magik
  3. Forma lądowa 3 – Felix w samochodzie
  4. Forma lądowa 4 – Felix w czołgu
  5. Forma powietrzna 1 – Felix z parasolką
  6. Forma powietrzna 2 – Felix w balonie
  7. Forma powietrzna 3 – Felix w samolocie
  8. Forma wodna 1 – Felix na kole ratunkowym
  9. Forma wodna 2 – Felix na delifnie
  10. Forma podwodna 1 – Felix z walizką w masce płetwonurka
  11. Forma podwodna 2 – Felix na żółwiu
  12. Forma podwodna 3 – Felix w batyskafie
  13. Forma kosmiczna 1 – Felix w kapsule kosmicznej

Jak na tytuł z tamtych lat liczba różnych form rozgrywki w Felix the Cat jest imponująca. Pamiętam, że grając w nią po raz pierwszy, nie mogłem doczekać się kolejnych leveli i aż trząsłem się na myśl o odkrywaniu nowych, zwariowanych pojazdów i mocy sympatycznego kota. Mimo, że gameplay jest prosty, żeby nie powiedzieć prostacki, to dzięki zastosowaniu tak licznej kafeterii dostępnych form transportu gra potrafi zaciekawić i przyciągnąć na długie godziny.

Jak w każdej porządnej produkcji, także tutaj staniemy łeb w łeb z wieloma przeciwnikami. Zapewniam, że opis każdego z nich byłby bezcelowy. Wrogowie nie są wymagający, a w znakomitej większości przypadków tylko chodzą tam i z powrotem nie stanowiąc większego zagrożenia. Darujmy sobie zatem  opracowywanie strategii i szukanie haków na naszych oponentów, a zaoszczędzony czas poświęćmy na bliższe przyjrzenie się bossom.

W sumie mamy ich kilku, a Felix spotyka każdego z nich pod koniec poziomu (czyli głównie pod koniec trzeciego sublevelu). Galeria osobistości jest co najmniej kuriozalna. Zmierzyć będziemy się musieli z okularnikiem na robo-strusiu miotającym pomarańczowymi kulami, odrzutową lodówką (jak dowiedziałem się z oficjalnej strony Felixa , jest to Master Cylinder, złowrogi robot stworzony przed Profesora, który niegdyś był jego mistrzem), kotem-rewolwerowcem łudząco przypominającym Felixa i innymi. Na minus odnotowuję fakt, że część bossów w późniejszym etapie rozgrywki po prostu się powtarza. Sprawia to, że pod koniec gry szefowie nie są w stanie zaoferować nam niczego nowego, a walka z nimi zaczyna ujawniać wręcz znamiona nudy. Szefowie są banalnie prości, a wszystko sprowadza się jedynie do omijania przewidywalnych ataków i naparzania w gościa ile wlezie.

Ostatni boss – Profesor – stanowi trochę (ale tylko trochę) większe wyzwanie. Koleś lata po całym laboratorium w statku kosmicznym i strzela zielonymi pociskami. Wystarczy władować w niego kilka solidnych strzałów i zostaną po nim jedynie (nie)miłe wspomnienia.

I to już koniec naszej przygody.

Felixowi po przebyciu długiej i ciężkiej drogi, pokonaniu dziesiątek przeciwników, rozgromieniu strasznych bossów w końcu udaje się dotrzeć do swojej ukochanej kotki. Żeby ją uratować sam ryzykuje życiem lecąc z odsieczą na inną planetę. Po infiltracji bazy Profesora, wdziera się do jego laboratorium gdzie toczą ostateczne starcie na śmierć i życie. Felix wychodzi z boju obronną ręką i czym prędzej udaje się do kolejnego pomieszczenia, w którym zły Profesor uwięził Kitty. Wdzięczna kotka dziękuje Felixowi za uratowanie życia, po czym wspólnie wsiadają do kapsuły kosmicznej i kierują się w stronę Ziemi…

Pisanie tego tekstu i powrót do starych, dobrych czasów dwuwymiarowych gier sprawiło mi dużo radości. Felix the Cat to pozycja niedoceniona, godna uwagi i dająca dużo frajdy. Gameplay jest prosty, a przeciwnicy mało wymagający, ale wszystko to nie ma znaczenia, gdyż różnorodność poziomów (paleta barw, tła, sceneria) oraz wielość różnych pojazdów i „mocy” nadrabiają to z dużą nawiązką.

Tytuł Felix the Cat na NESa polecam każdemu, kto ceni wymierający (a szkoda) gatunek klasycznych dwuwymiarowych platformerów. Tytuł ten jest godnym reprezentantem staroszkolnej rozgrywki.

Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.